godz: 05:29 data: 2009.04.30 To już jest koniec... ;)
Wraz z Abdulem doszliśmy
do wniosku, iż ta reanimacja Godzobloga jest daremna, wręcz Syzyfowa. Wina z
pierwszej ręki należy do nas - nie ma czasu pisać, jest zbyt wiele do opisania
(GodzoŚwiat urósł do kolosalnych rozmiarów). Pragniemy zacytować tutaj jakże
prawdziwe słowa Czerwonego Wiosła, który zauważył, iż „czasy świetlności
GodzoBlog już miał, trzeba pozwolić mu odejść, a nie usilnie trzymać się
przeszłości. Pozostanie on jednak w naszej pamięci, zawsze ciepło i radośnie
wspominany”. Księżniczka Golińska, współpracująca przy projekcie piwa „Bizon”
również zakończyła swoją przygodę z blogowaniem. Pozwolimy sobie ją zacytować:
„Jak by to ująć, (…) kończy się pewien etap i czas zająć
się czymś innym.”
W
naszych sercach pozostanie cała otoczka GodzoWordu, jego legenda bowiem wciąż
trwa. Godzoblog był i jest czymś pięknym… czymś czego nie wolno zapomnieć
(dlatego adres nie będzie usunięty, będzie żył jako relikt przeszłości wraz z
inszymi stronami rozszerzającymi np. Instytut Konserwacji Dóbr Godzowych,
Encyklopedia Godza, czy z dawna już nie moderowana strona Gumowego Kurczaka).
Dziękujemy
Wam wszystkim za te chwile radości opisane na łamach bloga.
Dziękujemy
oczywiście Godzowi, dzięki któremu istniał ten portal (w końcu to jego blog
był).
Dziękujemy
wszystkim, którzy w nas wierzyli, którzy cieszyli się z każdej nowej notki.
godz: 17:58 data: 2009.03.16 Ósma Edycja Przyjaciół Godza
Fiuuu…. Stało się! Wyczekiwana już od momentu zakończenia
expose premiera, które to nie miało nic wspólnego z naszym Godzoblogiem,
powstaje Ósma Edycja Przyjaciół Godza! Oto niewybredni przyjaciele zapoznani na
studiach, pochodzący z niezliczonych środowisk, miast, wsi i obwodów
(energetyczno – kablówkowo osiągalnych), kurtyna w górę:
Zły
Odek – niewieści demon rodem z Poznania, uczennica sztuk wszelakich (od
gotowania makaronu, bo ważenie piwa kofeinowego) mistrzów z dojo
Trykającego Kozła. Jest chodzącym oksymoronem (zła w dobry sposób). W
Kaliszu opanowała dodatkową sztukę – gnębienia Jarociniaków, za co nie raz
została obrzucona Godzem, czy Padą. Jej ideałem jest Leonidas (choć co
niektórzy twierdzą, iż to tylko zmyślny zabieg wymijający, a obiektem westchnień
tak naprawdę jest Wielki Brat).
Przemas
– grajek muzykalny, do wódki i kotleta przygrywający, w wolnych od nic
niezrobienia czasu na weselach się zabawiający. Grać potrafi na
spektaklach zwykłych, niezwykłych, prywatnych, a nawet klozetowych (występy
w muszli). To właśnie on nazywany jest „Budzikiem Godza”, zawsze dba o to
kiedy zaczynają się wykłady (doliczając automatycznie kwadrans studencki,
nierzadko i kwadrans wykładowczy).
Olo
– współlokator obecny mości Godza. Amator Jarbe Pather (albo Mather?),
mleka oraz puszek, które pieczołowicie chomikuje pod łóżkiem Godza. Przy
dobrych wiatrach, jak głodem zawieje to i zdolny jest obiad ugotować
(zazwyczaj zupki z Tesco, lecz i w dobie kryzysu zdarzyło się napić
prawdziwej zupy chińskiej, gdzie to zamiast makaronu były wodorosty
(pozdrawiamy Jin, koleżankę z Chin, któraż to uraczyła nas tym przysmakiem
(i tak hecę miał Sebastian (akademowy ziom), który został uraczony stu
letnim jajkiem))). Olo współtworzy serwis www.uambator.republika.pl
Kuba
W. – wielokrotnie notowany, wielokrotnie nagradzany zeszłoroczny
(2007/2008) współlokator Godza. Zasłynął z najzmyślniejszych projektów
przyczyniających się do polepszenia jak i zarazem pogorszenia statutu
wypoczynkowego domu studenckiego. Jego koncepcje nie zostały jednak
przyjęte z należytym szacunkiem… z racji tego ma dożywotni zakaz wstępu na
teren akademika (a szkoda, bo dzięki niemu mielibyśmy w kiblach sauny, w
pokojach łóżka piętrowe, mechanizmy wyłączające światło z łóżka, jak i
tajemne wrota w szafie, gdzie przechodząc przezeń można było dostać się do
wspaniałego świata Narnii).
Kappa
– osoba bożek, twórca wiary Kapsztackiej (w której obrządku Godzu wziął
onegdaj ślub (oj tak, Godzu ma żonę)). Kappa jest zwolennikiem jazdy na
desce z kółkami (wiemy, iż to niesamowitość znaczna! A i innowacyjność
wielka, koła przy desce zastępując zazwyczaj używane kwadraty… to trzeba
zobaczyć, żeby uwierzyć!) oraz gry w najróżnorodniejsze logiczne cuda nie
widły. Z pewnego źródła genologicznego dowiedzieliśmy się, iż Kappa będzie
przodkiem znanego nam wszystkim dobrze z przyszłości Lucka Skywakera.
Tala
– dziewczę obdarzone talentem do nie zamykania swej buzi. Jej monologi
(gdyby ktoś wpadł na tak desperacki pomysł) nie zmieściłyby się na
zasobach światowych serwerów (nawet, gdyby zostały spakowane w rarze).
Tala jest czarna. Prócz tego ma szeroki światopogląd na najróżniejsze
racje występujące w życiu.
Szymon
Walcz – legenda akademika. Człowiek, który pokazał światu jak wygląda
nieskończoność, wie jak jest w kobiecie, chrząkać umi ligowo, a walczy już
od samego początku „Kiedy musiałem wyjść już z tego wielkiego brzucha
matki (…)”. Wielki artysta, specjalizujący się w każdym przemyśle, od
wydobywczego po handlowy (znany autorytet inwentarski). Skoligacony z
gigantami rynku handlowego. Sprowokował Godza do założenia rodziny, za co
nasz bohater blogowy dostał Kartę Rodzinkę. Szymon Walcz, jak go nie
poznałeś to poznaj go jak najszybciej, bo to człowiek, który ma marzenie.
Chciałby napić się szklanki coli. (wywiad z Szymonem Walczem - http://www.youtube.com/watch?v=VM6a8qegKRI
)
Ruda
– jak to pieszczotliwie mówi Godzu „rudzielec taki”. Ruda owa, jak sama
nazwa pseudonimowa głosi jest karnacji indoeuropejskiej, z włosami koloru
hmm…. coś a’la brąz chyba. Rozbawiona, pełna wigoru i humoru lubująca się
w podróżach społeczno – akademiowych, dokształcających umysł, i
hartujących ducha. Ruda wystąpi również w epizodycznej, jednakże wielce
kluczowej roli wiewiórki w nowo powstającym filmie „Batman – historia
prawdziwa”.
Mieszko
– rycerz w ciężko, samorodnie ustruganej zbroi, należący do bractwa
rycerskiego woj posiadający na swych usługach prywatnego smoka, o którego
dba, karmi marchewką, pietruszką i kalafiorem (oj tak, w czasach gdzie
dziewictwo umiera, smoki przeszły na wegetarianizm). Mieszko ma własny
gród na Zawodzu Kaliskim, a po godzinach staje się Wielkim Mistrzem Zakonu
Syfonu i każdą wolną chwilę spędza studiując pradawne księgi ulotek firm
hydraulicznych w poszukiwaniu syfonów.
To by było na tyle jeśli chodzi o tą Akademiową Edycję
Przyjaciół Godza. Tendencyjnie przepraszamy, oraz prosimy o nie obrażanie się.
Prawdziwie można wejść w GodzoŚwiat, tylko wtedy gdy będzie się potrafiło z
siebie śmiać. Śmiech i radość – to Wam dać ino chcemy, w zamian prosząc o
komentarze przychylne (no dobra… nieprzychylne, a wręcz odchylne również mogą
być).
godz: 16:02 data: 2009.03.5 Nowa Era Godzobloga - 6 - sta RB
No niesamowite jak czasochłonne są studia oraz wychowywanie
małego terrorysty. Ostatnia notka prawiła o Sylwestrowych dokonaniach, lecz od
tego czasu… cisza taka jak w paczce z zupką chińską (główne pożywienie studenta
– i to nie jest stereotyp). Semestr niańczenia Zachariasza przez Abdula
zakończony (teraz kolej matki – Do boju, Boro!), dzięki temu ziom mój
zamieszkuje teraz ze mną w Kaliszu. Usiedliśmy ostatnio i z sentymentem
wspominaliśmy stare czasy świetlności, ba, dosiadł się nawet ino do nas sam
Godzu. Z racji tego, że mamy do marki firmowej jaką jest Godzu wszelkie prawa,
przytakiwał nam tylko z wielką wyrozumiałością. Wspominaliśmy kryzysy, upadki i
spory. Wspomnieliśmy o motywacji w prowadzeniu bloga a’la Pinus Strobus („Piszecie, albo
w mordę dostaniecie!”) i z racji tego postanowiliśmy się zreflektować. Niektórzy
myśleli, że to koniec z GodzoŚwiatem, że to wszystko to przeszłość… Mylili się!
GodzoVersum wszedł w nowy Akademiowy etap. Zapoczątkuje go następna notka o
jakże nostalgicznym brzmieniu – Ósma Edycja Przyjaciół Godza. Osoby z starego
dobrego Godzoświata będą się oczywiście pojawiać. Godzu nie zapomina o przyjaciołach.
Pamiętaj, że i Ty drogi czytelniku współtworzysz ten portal
dając swój wkład w komentarz.
Ta strona nie istniałaby gdybyś nie Ty, pamiętaj o tym.
godz: 03:19 data: 2009.01.7 Szampana łyk i do krain nowych zapraszamy w mig!
Witamy w nowym roku 2012!
Taa… to był wasz ostatni sylwester, jeśli nie zobaczyliście
tyłka Dody jak Lukas Max, Ślimak oraz brat Cakera, bądź też nie obchodziliście
sylwestrowej nocy przez cały tydzień, jak to udało się zrobić Godzowi przy
małym akompaniamencie Chucka Norrisa oraz knurów (każdego dnia witali nowy rok
z innym krajem… dobrze, że ich percepcja znajomości geograficznej z upływem
płynów % zakończyła się tylko na siedniu krajach… choć cóż się dziwić, skoro
nawet Afryka stała się jednym z krajów członkowskich, włączonych po nowym roku
do sylwestrowej nocy), lub też nie podcieraliście dupy swojemu synowi
terroryście, Zachariaszowi tak jak ja, wasz ulubiony reporter z sąsiedztwa –
Abdul, to nie wiecie co straciliście. A może i nawet dobrze. Ekipa Godzoświata
rozpowszechniła się po globie świętując ostateczny rok, ostateczne czasy,
wspominając też czasami stare dzieje oraz te, których jeszcze nie było, bądź aż
trudno w to uwierzyć, lecz dzieje w alternatywnej rzeczywistości! Czy wiecie,
że w alternatywnej rzeczywistości XX1 Godzu jest prawnikiem, a jego misja to
przegrać wszystkie sprawy sądowe? W rzeczywistości XX-1 natomiast Godzu jest
dozorcą domu mieszkalnego w meksyku, składającego się na 150 mieszkań, gdzie to
zamieszkuje też znany i lubiany (w tamtej rzeczywistości) Sanczes i jego brudne
dzieci (szwagier Sida, który też ma brudne dzieci, syn wręcz uwielbia
landrynki, lepi się cały, i słodki zapach ma, drugi syn lubi laski z małymi
cyckami i prosi, aby ktoś rzucił mu jakieś drobne na wino, tłumacząc, że
przecież ten ktoś, obtulany, wie jak jest, to metafora głęboka, więc się nie
podejmę jej interpretacji. Sid ma też córkę, ale jej nie lubi, bo skądinąd jego
następna insza setka sąsiadów obgaduję młodą Sidową dziewoję, a jej gach zrobił
bachora i się w wojsku zastrzelił, ach ten Butapren..). Lecz zakończmy już
buszować w alternatywnych światach, przyjrzyjmy się temu co jest teraz. A tam
okaże się, iż godzueblog.pl musi się rozwijać w sposób stricte akademicki.
Dlatego w niedalekim czasie (a jak wszyscy wiedzą, czas nie istnieje, czyli
właściwie, niewiadomo kiedy (Oskara za szczerość otrzymuje.. tadadadadam! –
Abdul!)) pojawią się nowe Edycje Przyjaciół Godza, rodem z mistycznego
ćwierćświatka zwanego Akademik.
Z okazji nadchodzących świąt cała redakcja godzu.eblog.pl
chciałaby Wam wszystkim, fanom, czytelnikom, pingwinom marokańskim, a przede
wszystkim komentującym Godzobloga życzyć:
Studia przesiąknięte są ciągłym zajęciem, tak jak i
ojcostwo. Autorom tego bloga, co nieskromnie zaznaczymy jesteśmy my (Lukas Max
i Abdul), zdarzyły się wytknięte na wstępie sytuacje. Student Lukas Max
wylądował w całkowicie Nowym Świecie gdzie za sąsiadów ma ze starych znajomych
Godza, Wielkiego Brata oraz Padę. Pojawił się szereg nowych ikon w życiu
młodego żaka, które na pewno jest sens wspomnieć tyle, że mi się nie chce.
Powiedzmy, że istnieje możliwość, że kiedyś tak właśnie się stanie.
Wielmożny ojciec rodu znany na godzoblogu jako Abdul spełnia
się jako ojciec. Podciera tyłek Zachariaszowi oraz podjada mu kaszki. Dodajmy,
że smakowe.
Te właśnie główne, a i zarazem poboczne czynniki wpłynęły na
brak godzoblogowej aktywności. Ba, sami wręcz przyznajemy się z bólem serca, iż
nie bywamy już codziennie na tymże blogu, bo i rewelacji żadnych się nie
spodziewamy. Jednak wciąż ludziska wiernie wchodzicie na niego. Dzień w dzień,
noc w noc, i w środę też. Dlatego postanowiliśmy nie pozostawiać was, choć nie
ujawniacie się… NIESTETY! Co wielce boli nas. Komentowanie nie jest wcale takie
trudne, oto instrukcja:
1. Pod notką jest słowo „komentuj”.
2. Przyuważyliście już je?
3. Skoro nie to macie na to jeszcze jeden punkt.
4. Hah! A to ci heca! Dajemy gratisowo jeszcze jeden punkt
abyś znalazł słowo „komentuj” pod notką!
5. Jeśli mimo starań i tylu gratisowych punktów nadal nie
widzicie tego słowa to upewnijcie się, że jesteście właśnie na www.godzu.eblog.pl
6. Nie no! Nadal nie widzicie? W takimże razie naciśnijcie
klawisz „Ctrl” oraz „F” równocześnie.
7. Tak…. Te klawisze są na klawiaturze. Nie będziemy już
tego tłumaczyć, znajdziecie je prędzej, czy później metodą prób i błędów.
8. Czekamy…
9. Super! Odnalazłeś słowo „komentuj”!
10. I jak to co z tego? Kliknij na nie!
11. Teraz będzie już wyższy stopień wtajemniczenia.
12. Na dole są pewne pola do wypełnienia.
13. Wypełniamy je… liczymy na kreatywność więc nie podajemy
przykładów, żeby potem nie znalazło się pełno komentarzy napisanych przez Zenka
o treści „Ale fajny blog, a jeszcze fajniejsi autorzy, zwłaszcza ten
nieistniejący”.
14. Na samym końcu kopiujemy treść komentarza tak w razie
wojny.
15. Wpisujemy kod dostępowy dla komentarza.
16. I tu najbardziej emocjonująca część całej instrukcji pt.
„Uda się, lub nie uda (czyli piszczel)”. Ujmując: albo komentarz zostanie dodany,
albo nie. Jeżeli nie to właśnie wtedy skorzystacie z prędzej skopiowanej wersji
treści komentarza i tak, aż do skutku.
Uff… Z takim przewodnikiem teraz już nie da rady abyście
przepadli. CZEKAMY ERGO NA KOMENTARZE!
A to może i nas zmotywuje do prowadzenia bloga w starym
dobrym stylu.
Niech żyje stagnacja, brak czasu i radości czytania/pisania?
A niech nas gęsia swoją piątą złamaną nogą kopnie jeślibyśmy tak zakrzyknęli.
Dziękujemy wszystkim za wytrwałe odwiedzanie godzobloga, który zapadł w sen
akademicki. Powód nie pisania notek z lekka optymistyczny w swej pesymistycznej
istocie jest stricte śmiechowy. Mianowicie nie chodzi o brak materiałów do
notek, a wręcz o jego nadmierność. Mogę tylko nadmienić, że Encyklopedia
została zaktualizowana, i to już któryś tydzień temu, i tak jakoś nie było
nawet okazji tego ogłosić. Może my twórcy godzobloga ugrzęźliśmy w jakimś
martwym punkcie i zamiast okna na świat widzimy przed sobą blendę. Może to
smutne, ale prawda jest taka, że chociaż wchodzicie ludzie na godzobloga
chcecie być tylko widzami, obserwatorami tego świata. Przyzwyczajenie nabyte w
kinie, czy przy Wiadomościach w TV? Może, lecz bardzo głupie. Czy nie lubicie
teatru, gdzie to integralną i znaczącą rolę mają widzowie? Mogą kreować świat jaki
obserwują. Mogą wskoczyć na scenę i pokierować spektakl, aż ochrona ich nie
wyniesie! W sferze telewizora można najwyżej przełączyć kanał. Czy nie macie
dusz artystycznych? Nie lubicie tworzyć? Lubicie tylko gotowce? Czekacie, aż
ktoś coś zrobi, bo co? To jego obowiązek? Czy kobieta piekąca placek nie cieszy
się jak zostanie jej wyrób pochwalony? Czy facet naprawiwszy samochód nie czuje
dumy i podniecenia, gdy ktoś powie „świetna robota?”. My też jesteśmy ludźmi i
też lubimy wdawać się w żywe dyskusje, czuć, że jesteśmy uznani i lubiani. Co
ludzkie, nam nie obce. Pomyślcie drodzy czytelnicy, obserwatorzy dlaczego nasza
dzisiejsza mowa jest taka jakaś poważna, może nawet z lekką pewną nutką goryczy.
Komentarze są dla Was, ale i dla Nas wszystkich!
godz: 01:06 data: 2008.10.6 „Uczniowska brać, do żartów skora, to my Jarocińscy żacy..”
Dużo naszych GodzoPrzyjaciół wybrało się na studia w tymże
roku w celu głoszenia chwały godzobloga w Polsce. Rozsiali się, głosząc dobrą
nowinę o naszym Godzoblogu. Wymieniać ich nie zgoła, ogromniasta ilość jest to
więc. Lepszym rozwiązaniem być musi zaprezentowanie kalendarium na październik:
PAŹDZIERNIK
1 – święto 19
samodzielnego oddziału topograficznego w Lesznie i międzynarodowy dzień Muzyki
oraz międzynarodowy dzień wegetarianizmu
3 – święto
jednogłowego ptaka
4 – Dzień Kefiru
5 – początek Ramadanu
6 – światowy dzień
mieszkalnictwa
7 – urodziny Godza i
światowy dzień bezdomnictwa
8 – urodziny
Czerwonego Wiosła
9 – światowy dzień
Poczty
13 – dzień lenia oraz
dzień fobii
14 – dzień Krzywej
Żyrafy
16 – międzynarodowy
dzień szydełkowania
17 – międzynarodowy
dzień kaszanki oraz urodziny Pankusia
18 – dzień Poczty
Polskiej
22 – światowy dzień
jąkających się
23 – międzynarodowy
dzień żula
24 – dzień walki z
otyłością
26 – urodziny Tweedy
28 - dzień odpoczynku
dla zszarganych nerwów
29 – dzień bez
kupowania
30 – światowy dzień
oszczędności
Dziękuję za uwagę, zawsze do wybuchowej dyspozycji.
godz: 11:13 data: 2008.09.28 filmowe spotkanie (Po) Go - dzu fan klab
Na pewnym spotkaniu (Po) Go - dzu fun klab spotkała się
zgoła wielgachna ilość ludziów uzdolnionych filmowo. Prócz nas (Abdul, Lukas
Max) zjawił się Ślimak, nieokiełznany pogromca rzeczywistości w rzeczy samej
twórca i przewodniczący w/w klabu, Caker, basista o duszy filmowca, z manią na
oświetlenie i odkrywanie dobrodziejstw naukowych dorobków kultury soku
grejpfrutowego, Anita, znana i lubiana jako Krawcowa (czytać ze zgrozą) w
ciemnych kręgach Afrykańskiego ćwierćświadka, jej kuzynka - ksiądz, po święceniach
w seminarium dla ateistów, Maciej Brat wszystkich, wszystkiego i owego… oraz
tajemniczy klubowicz „Pomnik”, co zawsze jest na spotkaniu, a nawet jak
spotkania nie ma to stoi twardo na posterunku (to dopiero poświęcenie,
oczekiwać w mrozie, upale, ulewie i dla odmiany deszczu na kolejne spotkania!).
Tym razem całość imprezy klabowej przebiegała pod znakiem
filmu. Zostało załatwione odpowiednie światło (dzięki słoneczko!), odpowiednia
sceneria (lasy, puszcze, rykowiska, i to wszystko w jednym miejscu - Parku
Zwycięskim) oraz wykwalifikowana kadra statystów. Na rozluźnienie atmosfery
rozpoczęliśmy zdjęcia od nakręcenia spotu reklamowego naszego klabu… W
założeniu miało być na początku smutno i wtem wplatamy motyw klabu i jest
wesoło. Niestety w pierwszej części film zrobił się zbyt smutny i emiasty,
dlatego nie został nigdy dopuszczony do szerszej widowni. Następnym
przedsięwzięciem Godzowej filmówki było nakręcenie spotu reklamującego
kalendarz na rok ubiegły z Cakerem… Nie wiedzieć dlaczego do dziś nie został
zakupiony ani jeden egzemplarz z wszystkich (dwóch). Przedostatniaste kręcenie
to pojeżdżanie Macieja Brata wszystkiego, wszystkich i inszych. Pojeżdżanie
polegało na tym, że delikwent pojeżdżany ułożył się na mokrym chodniku
(omijając zręcznie kałuże), a Caker realizując swoje marzenie przejechał go
rowerem. Tak, zdajemy sobie sprawę z ekstremalności sytuacji, jednakże sztuka
potrzebuje poświęconych jej młodych ludzi.
Wtem!*
Z północnego wschodu nadciągnęła dziwna (nie powiem Demon,
żeby nie obrazić pewnej zaprzyjaźnionej zboczowej Demon..ki?) kreatura,
posuwająca się dziwnym krokiem powietrzno- chodnikowym. Ominęła naszą grupę
zręcznie ładując się w sam nasz środek, przeszła jakiś kilka metrów, zboczyła z
chodnika na ściółkę parkową i poległa. Polegnięcie niestety było tylko motywem
zmylnym, zerwała się bowiem i z niesamowitą szybkością znalazła się ponownie
przy nas i zaatakowała Macieja Brata i Ślimaka (złączyli się bracia w bólu).
Krótki konflikt agresji fizycznej przerodził się w dysputę o wierze i dobrze.
Co owa kreatura nie dała sobie wmówić i udała się w eter, na szczęście całe.
Wstrząśnięci zasiedliśmy na ławce i obserwowaliśmy Cakera,
który tak się zmartwił, że aż zawiesił się. Zawiesił, nie powiesił, na
szczęście. Maciej Brat wszystkiego i wszystkich i ogólnie tego i owego chcąc
wyrwać z zawiechy Cakera postanowił walnąć recital. Jego łabędzio - świstakowy
śpiew wszystkich urzekł. Zaczęliśmy snuć plany jego kariery. Sam rozgadany
Maciej Brat zaproponował ksywkę dla siebie - Cichy. Następnie nakręciliśmy
wstępnie teledysk. Ostatecznie do dnia dzisiejszego klip nie został zmontowany,
a Maciej uciekając przed Świętą Inkwizycją schronił się w zakonie.
Kuniec
Lukas Max i Abdul
*Zwrot akcji zerżniety z opowieści ilustrowanych Papcia
Chmiela… ha! Mały konkurs bez nagród - o jaką opowieść ilustrowaną tego autora
mamy na myśli? - Na odpowiedzi kreatywne i prawdziwe, czekamy w komentarzach.
I tu zaskoczy was notka nowa prawiąca o rzeczach dawnych,
lecz nie zgoła dodać, iż chwalebnych. Osiemnaste urodziny Dża Dży odbyły się
pod koniec czerwca, a my tu w ramach bonusu historycznego taką małą
retrospekcję zdarzeń drodzy fani, czytelnicy - przedstawiamy.
(Teraz podnosi się radosny krzyk, fanfary, gwizdy i szynki
zewsząd do wsząd dolatują).
Dża Dża postanowił wyprawić swoje przyjęcie w fabryce
kechupu - „Kotlin” w mieścinie Kotlin. Tandem to jakaś ikona polskości i
dobrego smaku. Parówki w puszkach, gołąbki w słojach oraz oczywiście Kechapy
błogosławiły Dża Dży w wkraczaniu ku dorosłości. Z zachwytu, aż mu się dredy
poprzekręcały. Wchodzącą delegację godzu.eblog.pl (czyli: Lukas Max, Abdul,
Pankuś i Pada) witał napis „Witamy Młodą Parę” na ładnie drukniętej kartce
przytwierdzonej (nie wnikajmy czym i kiedy) do drzwi Sali balowo - kotletowej.
W środku cała familia Dżadżowa już radowała się z nadciągającego ostrego
imprezowania. Wujek Staszek od kilku minut grzał Grzańca pod stołem przy użyciu
wyrobów drucianych. Dża Dża podziękował za moc serdeczności, lecz prezentu
żadnego się nie doczekał. Zachowywał zimną twarz. Znaczy banana. Czas leciał.
Podano posiłek. Nie sposób nie zaznaczyć, iż keczup z fasolką był głównym,
przesmacznym daniem. O mięsach, na tego typu imprezac lepiej się nie
wypowiadać. Obraża to uczucia trolli - jaroszy i segregatorów biurowych.
Teraz czas na małe info.
Mianowicie, dnia owego na Jarocińskim rynku grał zespół Za
Zupę Ziemniaczaną, szerzej znany jako ZaZuZi. Ale po co takie szychy jak my
miały iść na koncert, skoro koncert przyjechał do nas! A jakże! ZaZuZi przybyło
pograć na uroczystości zdżadżnionej.
Zaprezentowało nowe utwory z nowej płyty - „Do wódki i
kotleta”. Trzeba przyznać, że utwór „A teraz idziemy na jednego” w wersji
reggae podbije już niedługo indyjski rynek muzyczny. Ta nowa aranżacja starych
dobrych utworów daje możliwość świeżego spojrzenia na całą kulturę muzyczną
Polskiego biesiadnictwa. Chopaki z ZaZuZi (co jak się dowiedzieliśmy,
czytujecie bloga naszego) -Wielki Szacun!
Wtem uroczystość przerwała wokalistka zespołu SkaNaBus
(czyli skaczenie na przystanek autobusowy), która wybiegła na scenę i uciszyła
publikę. Zapytała Dża Dży:
- Jak myślisz, dlaczego nie dostałeś żadnego prezentu?
- Nie wiem - zaśmiał się nerwowo jubilat.
Dża Dżo! Teraz możemy Ci powiedzieć! Twój prezent nie dotarł
na czas, były problemy na granicy w Wietnamie.. cło i te sprawy były większe
niźli koszt całkowity prezentu! A prezent ligowy, a ba, tandem skośnoocy go
skręcali. No bo gdzie dostaniesz lepsiejszą gitarę basową niźli na promocji w
Netto, jak nie u źródła? Więc się ciesz! (Aha, serwis gwarancyjny przypada
tylko na rok Węża).
Zabawa trwała przednia. Rozmowy trwały, item na poziomie
molekularnym. Z Nikodemem, przewodniczącym filii (Po) Go - dzu fan klab w
Kotlinie mogliśmy zweryfikować misje godzobloga oraz zjeść łzawą kolację. A bo
tu się odezwał duch terrorystyczny w Abdulu i zaminował kotlety gazami..
swoimi… ekhm… no.
Długo trwała biba, a ludziom twarze się śmiały. I tak oto
zakończyła się Dżdżowa osiemnastka. Wszego naj, basisto!
Jest to blog, opowiadający o absurdach otaczającego nas świata, potraktowanych w krzywym zwierciadle, które niejednokrotnie potrafią rozbawić do łez. Blog istniał już ponad trzy lata i doczekał się wielu fanów, a nawet otaku ;p. Zachęcamy, abyś i Ty poczytał co nieco na godzu.eblog.pl.